Neteor to polski blogoportal. Blog tworzony przez zespół autorów, ale wyjątkowy, bo w formie portalu internetowego. Dostarczamy informacje z kraju i ze świata oraz wyrazistą publicystykę, obok której trudno przejść obojętnie. Chcemy, by Neteor był ważną platformą dyskusji na różnorodne tematy i nie boimy się do tej dyskusji prowokować. Jeśli chcesz przyglądać się Polsce, Europie i światu razem z nami, czytaj Neteora.
Redaktor naczelny: Tomasz Migdałek
Redakcja:
Tomasz Górny, Katarzyna Guzik, Justyna Kotowiecka, Piotr Łabiszewski, Tomasz Migdałek, Szymon Nowaczyk, Katarzyna Renkiel, Filip Żbikowski. Współpracownicy: Justyna Bereśniewicz, Paula Radwanowicz.
Zainteresowany reklamą?
Mamy atrakcyjną ofertę dla reklamodawców. Kliknij, aby poznać szczegóły.
Redaktor naczelny: Tomasz Migdałek
tomaszmigdalek@gmail.com
Redakcja:
redakcja.neteor@gmail.com
Tomasz Górny, Katarzyna Guzik, Justyna Kotowiecka, Piotr Łabiszewski, Tomasz Migdałek, Szymon Nowaczyk, Katarzyna Renkiel, Filip Żbikowski. Współpracownicy: Justyna Bereśniewicz, Paula Radwanowicz.
Zainteresowany reklamą?
Mamy atrakcyjną ofertę dla reklamodawców. Kliknij, aby poznać szczegóły.
Dlaczego nie mówić?
Po śmierci Wisławy Szymborskiej nietrudno o szeroki strumień peanów i zachwytów, które mają nas umacniać w poczuciu wielkiej straty. Owszem, strata jest, ale postać naszej eksportowej poetki nie była jednowymiarowa. Tomasz Migdałek
02-02-12
Kto chybił, a kto trafił? I w co trafił, a może lepiej będzie zapytać: dlaczego nie trafił? Może nie chciał? A może faktycznie ręka poślizgnęła się na lufie przestraszonego, jakby zdenerwowanego oficera Wojska Polskiego...
Nie chcę posuwać się za daleko w tych rozważaniach. Żeby było jasne, nie nad losem nieszczęsnego prokuratora - bardziej o kondycję armii się martwię, bo to przecież wyszkoleni i wysportowani dzielni mężczyźni są, a strzały jakieś marne oddają. Może te godziny na ćwiczenia i niezbędne treningi źle odrobione? Trudno powiedzieć, niemniej najważniejsze, iż rzeczony prokurator w specjalistów rękach się znalazłszy i komentarzy wszelkich odmówiwszy, może z większym powodzeniem zająć się swoją psyche. W Bydgoszczy pod okiem wojskowych (zapewne lepszych niż w strzelaniu) psychiatrów zagadka prokuratora Mikołaja P. zostanie rozwiązana.
Tymczasem rykoszetem odbija się strzał byłej na szczęście już minister zdrowia Ewy Kopacz w ustawę refundacyjną, ale ta przynajmniej bronić się potrafi i celnie odbija rykoszet, mówiąc: to nie ja – to on. Mowa oczywiście o brylującym po salonach lekarsko-aptekarsko-ministerialnych, prężnym i sprawiającym wrażenie mocno przejętego sytuacją ministra Arłukowicza. Jeszcze przed świętami prosił o spokój, bo tylko wtedy będzie w stanie pracować nad ustawą bez nacisków. Stąd, z tej ciężkiej pracy zapewne, wynikało, że nie odbierał telefonów i nie udzielał żadnych wywiadów. Spokój miał krótko. Teraz biedak chroniony świetlanym autorytetem premiera i swojej partii z ledwością unika ataków mediów, pacjentów, lekarzy i aptekarzy.
Niestety poczucie sukcesu, które niezmiennie towarzyszy ministrowi zaczyna mieć znamiona choroby, zatem proponuję, aby Szanowny Pan wybrał się do lekarza w poradni POZ i otrzymał receptę z pieczątką „do decyzji NFZ” i sam przekonał się o urokach życia przeciętnego klienta Funduszu. Miał być złoty strzał, tylko zapomniał pan minister, że czasem ten strzał bywa śmiertelny. Rykoszet nie ominął zresztą ZUS i NFZ, które to instytucje powinny być najbardziej zorientowane, kto z nas obywateli jest ubezpieczony. Tak naprawdę nie wie tego nikt, do czego z rozbrajającą szczerością przyznał się niedawno sam w blasku chwały zwycięstwa i władzy się kąpiący premier, przerwawszy wcześniej swój jakże zasłużony odpoczynek. Obiecując, że Sejm w trybie pilnym uchwali nowele ustawy. Jak powiedział, tak też się stało i nowela została uchwalona, naturalnie z głębokiej troski o dobro pacjenta - w trybie ekspresowym. Pogłębiła ona jedynie zadowolenie z siebie przedstawicieli rządu, opozycja szaleje.
Niemniej strzał w plecy koalicji zadali w tej chwili aptekarze, którzy nie będą realizowali źle wypisanych recept! Biedny ten nasz rząd. Premier, w którego kierunku padają same strzały. Niespodziewane, rzecz jasna. Cała ta historia zdaje się być wielowątkowa i tylko podziwiać należy z jaką determinacją i uporem gabinet broni swoich pomysłów na uleczenie państwa. Nieudolność, buta, pycha to niestety główne cechy rządzących. Sam pan premier nie zdaje się tego dostrzegać, bo największym jego problemem jest choroba na władzę, której za nic nie odda. No cóż, w tej sytuacji to chyba my - społeczeństwo - strzeliliśmy sobie w głowę w październikowych wyborach ponownie wybierając PO. Skutek tego niestety może okazać się bardziej tragiczny niż w przypadku pułkownika P. On przynajmniej otoczony opieką specjalistów dochodzi do siebie. Może warto wysłać rząd do specjalistów i wyleczyć z chorobliwej chęci władzy, buty i braku szacunku do społeczeństwa, które de facto podarowało mandat PO? A może to my powinniśmy wziąć sprawy w swoje ręce i zaprowadzić porządek za pomocą strzału - w pysk tym razem.
Przyjaciele
Tagi
ACTA
Antifa
Bronisław Komorowski
Cenzura
Donald Tusk
Faszyzm
Gazeta Wyborcza
Grecja
Janusz Palikot
Jarosław Kaczyński
Leszek Miller
Marsz Niepodległości
ONR
PiS
Platforma Obywatelska
Poznań
Radosław Sikorski
Reggae
Robert Biedroń
Ruch Palikota
Rząd
SLD
Tolerancja
Tomasz Nałęcz
Unia Europejska
Viktor Orbán
Wisława Szymborska
Wolność
Węgry
Zbigniew Ziobro




1 komentarze
To nie wróg był, bo glos cichy i subtelny, ale polski i nieskazitelny
To nie wróg był, ten by zaraz, mnie zapytał czy mój światopogląd celny
Wiec to nie był wróg na pewno, bo nad głowa, tuż nade mną, wciąż słyszałem ten głos,ten głos, ten głos…
„Ty, to masz szczęście,
że w tym momencie,
żyć Ci przyszło, w kraju nad Wisłą…
Ty, to masz szczęście…
Twój kraj szczęśliwy, piękny, prawdziwy,
Ludzie uczynni, w sercach niewinni…
Twój kraj szczęśliwy…”
Ja przestaję wierzyć w to szczęście...albo inaczej już go nie chcę. Nie obchodzi mnie kto z kim i dlaczego, żal tylko społeczeństwa, choć z drugiej strony...jeśli my sami nie potrafimy być szczęśliwi, jeśli w naszych rodzinach nie ma miłości, szacunki i prawdy, jeśli tylko cechuje nas konsumpcjonizm? To gdzie się dziwić Tuskowi czy innym skoro się dorwali do korytka? Gdyby ONI pomyśleli o POLSCE jak o dziecku, to chcieliby dla niego innej przyszłości...
Dodano 27 stycznia 2012 16:26