Kopacz uczy, jak ćpać

Dodatkowo. Generalnie uczy, jak nie zarazić się HIV. Ponieważ czasy są postępowe, pod strzechy trafia także rąbek wiedzy innego typu. Pytanie, czy pieniądze polskiego podatnika należy przeznaczać na instruktaż dla narkomanów i kryptoreklamę wybielacza. O akcji Wróć bez HIV pisze Tomasz Migdałek.
Kopacz uczy, jak ćpać

Wrażliwe nieostrości

Hard Land Of Wonder jest pierwszym w pełni autorskim wydawnictwem Anity Lipnickiej i sami możemy się przekonać, jak sprawdziła się tym razem również w roli producentki i muzyka. Płyta ta jest dalszym krokiem w jej karierze i to krokiem w nowym kierunku - uważa Joanna Zastawna.
Wrażliwe nieostrości

To media psują państwo

Dziennikarze są skłonni do wyłącznego obwiniania polityków za kondycję polskiej sceny politycznej, tymczasem za jej niski poziom odpowiadają też media. Psują państwo, ponieważ nie traktują polityków wywodzących się z różnych ugrupowań w sposób jednakowy - ocenia Andrzej Bucholz.
To media psują państwo

Dzieci w cenie

Minister z ramienia PSL, Jolanta Fedak, ma pomysł jak zwiększyć przyrost naturalny. Projekt to może nie do końca innowacyjny i autorski, niemniej wypada się nad nim pochylić. Pani minister proponuje rozbudowanie systemu becikowego. Szymon Nowaczyk o ludowych pomysłach demograficznych.
Dzieci w cenie

Premier ucieka w kanclerza

Nie od dziś wiadomo, że gdy w polityce rządzącym nie idzie, stosunkowo dobrą opcją jest tzw. ucieczka do przodu. W stosowaniu tego triku premier Tusk ma pewną wprawę, więc bez oporów próbuje po raz kolejny. Konstytucyjny wybieg szefa rządu komentuje Tomasz Migdałek.
Premier ucieka w kanclerza

Kraków: Bonarka już otwarta

W Krakowie otwarto Bonarka City Centre - największą w Europie galerię handlową. Jak przekonują twórcy kompleksu, Bonarka City Centre to współczesna interpretacja miejskiej sieci ulic i placów, gdzie odbywa się handel. W nowym obiekcie na krakowskim Podgórzu był Piotr Pipień.
Kraków: Bonarka już otwarta

Poznaj! Szymona Makohina

To wokalista z niebanalnymi ambicjami muzycznymi, dobrze się czujący w stylistyce jazzowej, jak i tej z pogranicza soul czy r’n’b. Dysponuje charakterystycznym głosem o oryginalnej, ciepłej barwie. Muzyczną sylwetkę Szymona Makohina przedstawia Mateusz Ryman.
Poznaj! Szymona Makohina

Zarobimy na limitach

Wstępne wyliczenia pokazują, że sprzedaż niewykorzystanych limitów emisji CO2 może nam przynieść nawet 8,25 mld euro. Wydawać się wiec może, że jesteśmy w posiadaniu dojnej krowy. Nie do końca jednak. Szymon Nowaczyk o tym, jak zmarnujemy pieniądze, które zarobimy.
Zarobimy na limitach
Neteor to polski blogoportal. Blog tworzony przez zespół autorów, ale wyjątkowy, bo w formie portalu internetowego. Dostarczamy informacje z kraju i ze świata oraz wyrazistą publicystykę, obok której trudno przejść obojętnie. Chcemy, by Neteor był ważną platformą dyskusji na różnorodne tematy i nie boimy się do tej dyskusji prowokować. Jeśli chcesz przyglądać się Polsce, Europie i światu razem z nami, czytaj Neteora.

Redaktor naczelny: Tomasz Migdałek tomaszmigdalek@gmail.com
Redakcja: redakcja.neteor@gmail.com
Andrzej Bucholz (publicystyka), Tomasz Migdałek (wydarzenia, publicystyka), Szymon Nowaczyk (publicystyka, biznes), Mateusz Ryman (kultura, muzyka), Sebastian Strąk (wydarzenia), Radosław Szczygieł (publicystyka), Andrzej Włusek (historia), Joanna Zastawna (kultura, kino, literatura). Fotoreporterzy: Piotr Pipień (Kraków), Katarzyna Zawisza (Kraków).

Zainteresowany reklamą?
Mamy atrakcyjną ofertę dla reklamodawców. Napisz, aby poznać szczegóły.
Ku Czwartej Rzeszy

Ku Czwartej Rzeszy

Niemcy wybrali Unii Europejskiej wygodnego dla siebie prezydenta. Po raz kolejny możemy zobaczyć, czym państwa poważne różnią się od tych, których ambicją jest bycie satelitą tych albo owych.
Tomasz Migdałek
20-11-09

Kopacz uczy, jak ćpać

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Dodatkowo. Generalnie uczy młodzież, jak nie zarazić się wirusem HIV. Ponieważ czasy są postępowe, pod strzechy trafia także rąbek wiedzy innego typu.

Na polskich uczelniach trwa kampania edukacyjna, w ramach której studenci mogą dowiedzieć się, jak funkcjonować, ażeby nie zarazić się wirusem HIV. Już sama lokalizacja tych działań może budzić wątpliwości. Czy rzeczywiście studenci (a więc grupa relatywnie uświadomiona) są najlepszymi adresatami takiej kampanii? Bez wątpienia znacznie bardziej uzasadnione byłoby prowadzenie takich działań w liceach, technikach oraz szkołach zawodowych. Co zatem skłoniło rząd, by z kampanią wejść do uniwersytetów?

Kondom w pakiecie
Być może chodziło po prostu o zachowanie pozorów, przy niewzbudzaniu kontrowersji, które mogłyby zaszkodzić pijarowskiej strategii władzy. Przyjrzyjmy się bowiem, jakim arsenałem posługują się twórcy kampanii. Wolontariusze rozdają studentom trzy broszurki. Pierwszą ewidentnie postanowiono wypchnąć z magazynów niejako przy okazji. Ulotka ABC zapobiegania pojawiła się na rynku profilaktyki HIV już parę lat temu. Czujne oko wychwyciło stary logotyp patronującej wówczas akcji TVP3, która nie używa go od kilku lat. Skierowana jest ona do trzech grup młodych ludzi: potrafiących powstrzymać się od współżycia (tym zaleca abstynencję), mających jednego partnera (dla tych najlepsza jest wierność) i wreszcie niebędących w stałym związku (tym dobrze zrobi prezerwatywa).

Trzecia grupa pozwala płynnie przejść do ulotki numer dwa. Tę zatytułowano Wróć bez HIV i opatrzono adresem rządowej strony internetowej aids.gov.pl. Broszurka zawiera bonus w postaci prezerwatywy oraz instrukcję jej prawidłowego zakładania. Ponadto proponuje ona krótki test, składający się z pięciu pytań - jeśli na przynajmniej jedno odpowiesz twierdząco, jesteś w grupie ryzyka. Wśród testowych pytań znamienne jest ostatnie z nich, które brzmi: Czy bierzesz narkotyki drogą dożylną? Ono z kolei prowadzi nas prosto do trzeciej broszurki.

Ćpaj bezpiecznie
Ulotka jest najobszerniejsza i zawiera najwięcej informacji. Dowiemy się, czym jest HIV, jak można się wirusem zarazić, w jaki sposób nie jest to możliwe. Broszurę podzielono na części. Jest część dla osób aktywnych seksualnie (tu także instrukcja zakładania prezerwatywy) oraz część, której tekst ten zawdzięcza swój tytuł. Adresatami są osoby, które aplikują sobie narkotyki za pomocą wstrzyknięć. Na samym wstępie autorzy radzą: Najlepiej jest w ogóle zrezygnować z używania narkotyków. Jest zachęta do leczenia uzależnień, ale jeśli nie jest to możliwe, do zmiany używanego narkotyku i innej formy jego przyjmowania. W ostateczności, jeżeli i to nie jest wykonalne, stosuj się do zasad bezpiecznego wstrzykiwania narkotyków.

Rząd radzi konkretnie i na temat. Stosuj zawsze swój własny, czysty sprzęt. Nigdy nie używaj wspólnie z kimkolwiek tego samego sprzętu. Jeśli taka sytuacja miałaby miejsce, to aby zmniejszyć ryzyko zakażenia, wyczyść go - czytamy. Ze zdjęć instruktażowych wynika, że najlepiej do czyszczenia strzykawek narkomanów nadaje się popularna marka wybielacza - jednak jego producenta próżno szukać wśród partnerów kampanii. Czy producent wie, jak wykorzystano jego markę, czy uzyskał z tego tytułu jakieś korzyści?

Zapytajmy raz jeszcze, dlaczego to studenci są grupą docelową kampanii, którą pilotuje agenda Ministerstwa Zdrowia, jaką jest Krajowe Centrum ds. AIDS? Czy jeśli już rząd zabiera się za profilaktykę HIV, czy obniżenie progu wieku grupy docelowej nie miałoby większego sensu? Oficjalnie kampania Wróć bez HIV skierowana jest do osób w wieku 18-35 lat, które najczęściej podróżują. Ze względu na wymianę studencką pomiędzy Polską a innymi krajami, ma to uzasadnienie, tylko czy same założenia były słuszne? Może jest po prostu tak, że łatwiej dać prezerwatywy dorosłym studentom niż podejmować takie kroki w liceach czy zawodówkach, gdzie mogłoby wzbudzić to - uzasadnione skądinąd - kontrowersje. Rządowi nikt nie zarzuci, że stał obojętnie. Pytanie, czy pieniądze polskiego podatnika należy przeznaczać na instruktaż dla narkomanów i kryptoreklamę wybielacza.

Wrażliwe nieostrości

Autor/Dodał: Joanna Zastawna

Po piętnastu latach działalności artystycznej Anity Lipnickiej otrzymujemy jej debiutancką płytę. A dokładniej sprawę ujmując, Hard Land Of Wonder jest pierwszym w pełni autorskim wydawnictwem artystki i sami możemy się przekonać, jak sprawdziła się tym razem również w roli producentki i muzyka.


Poprzednie płyty z udziałem artystki były wynikiem przygody artystycznej z Johnem Porterem, przygody, która się zakończyła, lecz która wpłynęła na twórczość piosenkarki w niewątpliwy sposób. Płyta ta jest tego dowodem, z pewnością stanowi dalszy, świadomy krok w jej karierze, który jest przede wszystkim krokiem w nowym kierunku. Jest to jednocześnie próba zaistnienia na światowym rynku muzycznym, w czym piosenkarce mają pomóc brytyjscy instrumentaliści, którzy się tutaj udzielają.

Znamienna dla artystki wrażliwość i tu jest obecna, podszyta dodatkowo ciepłem, delikatnością, które słychać w muzyce i sposobie śpiewania. Można mówić o pewnym minimalizmie w dźwiękach, które rozbrzmiewając, dają wyjątkową słyszalność i spokój. Dołączając głos i treść tekstów tworzy się harmonijna całość, dość jednoznaczna, co z pewnością ułatwia odbiór płyty. Płyta na pewno jest nastrojowa, intymna, czasem kołysze niczym morskie fale.

Ten materiał to nowa twarz artystyczna Anity Lipnickiej, która mi się podoba, jakoś przekonuje. Może dlatego, że lubię dojrzałe kobiety, które grają taką muzykę? Mam wrażenie, że nagrywając ten materiał, artystka skorzystała z tego, co dobre z przeszłości, dodając wiele dobrych impulsów z teraz.

Anita Lipnicka, Hard Land Of Wonder
Premiera: 13.11.2009 r.

To media psują państwo

Autor/Dodał: Andrzej Bucholz


Dziennikarzy charakteryzuje duża skłonność do wyłącznego obwiniania polityków za kondycję polskiej sceny politycznej, tymczasem za jej niski poziom odpowiadają również same media.

Afery hazardowa, stoczniowa i podsłuchowa pokazują, jak bardzo dziennikarze przestali patrzeć władzy na ręce. Po aferze Rywina wydawało się, że podobne nieprawidłowości są już nie do pomyślenia. Ospałość mediów wobec platformerskiej ekipy zbudziła jednak dawno uśpione demony. Co więcej, gdy afery te wypłynęły na powierzchnię, przedstawiciele zawodu dziennikarskiego, którzy do monstrualnych rozmiarów nadmuchiwali sprawę tzw. taśm prawdy Renaty Beger, domagając się wówczas nawet dymisji Jarosława Kaczyńskiego i przedterminowych wyborów, teraz schowali głowy w piasek, udając, że nic się nie stało.

Media zdecydowanie psują polskie państwo. Dzieje się tak, ponieważ nie traktują one polityków wywodzących się z różnych ugrupowań w sposób jednakowy. Nie ma przecież partii świętych. Czarne owce znajdują się zarówno w PiS-ie, PO, PSL-u, jak i SLD. Chodzi o to, by prawda ta dotarła w końcu do polskiego establishmentu dziennikarskiego. Ciągłe dokopywanie jednym ugrupowaniom, przy daleko idącej pobłażliwości dla drugich, jest rzeczą ze wszech miar naganną. Takie postępowanie rozbestwia bowiem politycznych wybrańców mediów, którzy dochodzą do wniosku, że mogą stać spokojnie ponad prawem, gdyż nikt nigdy nie naświetli ich grzeszków.

Jeżeli dziennikarze chcą obwiniać polityków za całe zło w polskim życiu publicznym, muszą zrobić wszystko, by z równą pasją i miarą tropić poczynania przedstawicieli każdego z obecnych ugrupowań parlamentarnych.

Dzieci w cenie

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk


Minister z ramienia PSL, Jolanta Fedak, ma pomysł jak zwiększyć przyrost naturalny.

Projekt to może nie do końca innowacyjny i autorski, niemniej wypada się nad nim pochylić. Pani minister proponuje rozbudowanie systemu becikowego. Z zapisu na pewno ucieszyłby się Roman Giertych, który kilka lat wcześniej uformował kamień węgielny pod ten zupełnie nowy rozdział w polskiej polityce demograficznej.

Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Fedak, zmodyfikowane becikowe premiowałoby każde kolejne nowo narodzone dziecko coraz większymi dopłatami państwowymi. Oznacza to, że o ile za pierwsze dziecko można sobie kupić 50 butelek markowej wódki (lub 200 taniego wina), o tyle za każde kolejne impreza będzie coraz większa. Zależy to oczywiście od charakteru zależności pomiędzy poprzednim a kolejnym becikowym. Jeśli będzie to relacja arytmetyczna (np. +200 zł na każde nowe dziecko) wystarczy nam pieniędzy na zapełnienie jedynie domowej piwniczki. Jeśli zaś po głowie pani minister krąży relacja geometryczna (np. +20% za świeżego bachora) ,wtedy mówimy o zupełnie innej skali. Do dwudziestego dziecka państwo dopłaci nam 32 tysiące zł, a do 50. ... 7,6 miliona! To więcej alkoholu niż jest w stanie wyprodukować niejedna rozlewnia!

Jeśli zaś przyjmiemy, że każde z tych dzieci trzeba będzie odchować (z opłaceniem studiów włącznie; razem koszt około 200 tys zł) wtedy jednostkowy zysk wygeneruje nam dopiero dziecko 31. Sprawa nie jest więc taka prosta z biznesowego punktu widzenia. Dla chcącego jednak nic trudnego. Na upartego można przecież przyjąć, że dzieci od około 13. roku życia będą mogły rozmnażać się między sobą (nielegalnie rzecz jasna – becikowa szara strefa), co zwielokrotni zyski przedsięwzięcia. Wniosek jest jeden, z mnożnikowym systemem polityki prorodzinnej Polska szybko odzyska równowagę demograficzną. Ba, już nawet Chiny nie będą pierwszym ludnym państwem świata.

Pani Fedak wypada pogratulować ilościowego podejścia do społeczeństwa, a w stronę Brukseli można śmiało słać zapytania, czy do wylęgarni dzieci Unia przewiduje jakieś dopłaty. Dla pokrzepienia zdrowego rozsądku trzeba jeszcze dodać, że inicjatywa minister pracy nie spotkała się z ciepłym przyjęciem. Mamy więc do czynienia najprawdopodobniej ze śmiercią embrionalną bardzo proludowego pomysłu Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Podatki płacić na Malediwach

Autor/Dodał: Sebastian Strąk


Tak wynika z rankingu Paying Taxes 2010 opublikowanego przez Bank Światowy wspólnie z PricewaterhouseCoopers oraz International Finance Corporation.


Z raportu możemy dowiedzieć się, jaką liczbę podatków płacimy w danym kraju, jaka jest ich wysokość i ile czasu zajmuje uregulowanie formalności w urzędach. Mieszkańcy Malediwów muszą wieść bardzo szczęśliwe życie, bowiem płacą tylko jeden podatek w wysokości 9,1 %, co zabiera im z życia godzinę czasu rocznie.

Dla porównania Polska, która wypadła pod tym względem najgorzej z krajów Unii Europejskiej, płaci aż 40 podatków, pochłaniających 42% zysku, a formalności z tym związane 395 godzin, co daje ok. 16 dni. W tym czasie i za te pieniądze można by zrobić mnóstwo naprawdę przydatnych rzeczy.

W rankingu zaraz za Malediwami pojawia się kolejno: Irlandia, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Hongkong. Najgorzej zaś wypadła Białoruś, gdzie płacić trzeba 107 różnych podatków. Jenak mistrzami pod względem ślęczenia z papierami i chodzeniem do urzędów są Brazylijczycy, gdzie zajmuje im to 2600 godzin rocznie, co daje ok. 108 dni! Jak to możliwe, doprawdy nie wiem.

Niech podsumowaniem będzie to, co słusznie zauważył Puls Biznesu: Im kraje bogatsze, tym niższy mają poziom podatków i mniej skomplikowany system administracyjno-podatkowy. Proste podatki na umiarkowanym poziomie i szybka, tania administracja oznaczają mniej problemów przy prowadzeniu działalności.

Źródło: Puls Biznesu

Wolnego mniej i więcej

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Święto Trzech Króli obchodzone 6 stycznia ma być dniem wolnym od pracy - chcą posłowie Platformy Obywatelskiej.

Poza podarowaniem Polakom kolejnego dnia wolnego politycy PO chcą wprowadzić także element racjonalny. Ma nim być zniesienie przepisu, wedle którego pracownikom należy się dzień wolny za święta przypadające w soboty. To kolejna próba przywrócenia wolnego w Trzech Króli, które zostało zniesione w 1960 r. Do tej pory najgłośniejszy był obywatelski projekt, pilotowany przez prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego - jednak przepadł w Sejmie.

Czujna Platforma Obywatelska nie pozwoliła, aby splendor dobroczyńców spłynął na jakiś tam komitet od przypadkowego społeczeństwa i teraz chce sama dać Polakom wolne - ciśnie się na myśl. Owszem, tylko że poza tym mały zonk - czyli koniec z bonusami za sobotnie świętowanie. Przepisy firmowane przez posła Jacka Krupę mogą nie zdążyć na 2010 r., bo w rządzonej przez liberalną partię Polsce, każdy przecinek w Kodeksie pracy i ustawach okołokodeksowych trzeba konsultować w Komisji Trójstronnej.

Czyli jak to w Platformie, szczypta socjalizmu, szczypta liberalizmu. Bilans wychodzi na zero, ale w końcu to PO wyjdzie na tą, która pogoniła Gomułkę. Ciekawe, jakie racje przeważyły za forsowaniem tej koncepcji - ekonomiczne, religijne? Może jednak europejskie - ponoć teraz absolutnie najważniejsze. Wszakże wolny dzień w święto Trzech Króli cieszy narody w dziewięciu krajach Unii, w tym w tak bliskich Platformie Niemczech.

Premier ucieka w kanclerza

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Nie od dziś wiadomo, że gdy w polityce rządzącym nie idzie, stosunkowo dobrą opcją jest tzw. ucieczka do przodu. W stosowaniu tego triku premier Tusk ma pewną wprawę, więc bez oporów próbuje po raz kolejny.

Z dotychczasowych ucieczek pana premiera niewiele wynikało poza medialnym szumem, nie ma zatem specjalnych powodów mniemać, że akurat teraz miałoby być inaczej. Nie ma tym bardziej, że o ile pierwsza ucieczka (pomysł chemicznej kastracji pedofilów) mogła ze względu na medialną nośność skłonić do poparcia większość sejmową, a druga (rządowe przemeblowania po aferze hazardowej) mogła podnieść słupki ukochanych sondaży, o tyle ucieczka numer trzy nie ma atutów poprzedniczek. Propozycje zmian w konstytucji nie rozpalą ognia entuzjazmu w zmęczonym polityką społeczeństwie, a o większości zdolnej przeforsować "korektę ustrojową" nie ma co marzyć. Tyle że i Donald Tusk, i cała PO wiedzą, że tak jest.

Wiedza ta pozwala na bezkarne opowiadanie dziennikarzom rzeczy dziwnych, co czynił ostatnio poseł Karpiniuk, który zadziwił Polskę wyznaniem, że po wejściu w życie zmian w konstytucji mógłby zagłosować na Lecha Kaczyńskiego. Skoro politycy Platformy decydują się na wygłaszanie podobnych sensacji, to nie potrzeba raczej innego dowodu na to, że ucieczka konstytucyjna to bujda na resorach. Jednakże potencjalnie użyteczna.

Przecież to znowu premier wychodzi na polityka konstruktywnego, który oto zgłasza konkretne, merytoryczne propozycje. Chce dobrze - jak zawsze. Cóż z tego, skoro jego pomysły w ciągu godziny objeżdża opozycja, a lokator Pałacu Namiestnikowskiego nawet nie musi się odzywać. Jak można cokolwiek dobrego zrobić w Polsce z takim otoczeniem? Się nie da. Jest jednak sposób: trzeba zmienić lokatora Pałacu Namiestnikowskiego na Wiadomo Kogo, a Platformie Obywatelskiej udzielić wyborczego absolutorium na kolejną kadencję. Wówczas przy idealnym współdziałaniu rządu i prezydenta wszyscy dopiero zobaczą, na co ich stać.

Nowa marka Prezesa

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk


W niedzielę prezes Prawa i Sprawiedliwości zaprezentował Zespół Pracy Państwowej.


Świeża inicjatywa ma zastąpić jeszcze niedawno wspominany „prerząd” największej partii opozycyjnej. ZPP (skrót odnieść można do Związku Patriotów Polskich*) trwać będzie aż do wygranych wyborów, na ośmiu filarach tematycznych. Każdej gałęzi Prezes przyporządkował naczelnego przedstawiciela. I tak:

Zespół finansów - Aleksandra Natalli-Świat
Gospodarka – Grażyna Gęsicka
Sprawy społeczne i służba zdrowia - Joanna Kluzik-Rostkowska
Rolnictwo i ochrona środowiska (sic!) - Krzysztof Jurgiel
Oświata, kultura i nauka - Ryszard Terlecki
Sprawiedliwość i służby specjalne - Zbigniew Ziobro
Prawo, ustrój – Przemysław Gosiewski
Polityka zagraniczna - Ryszard Legutko

Słowotwórczy gabinet cieni PiS-u zapowiedział elastyczną politykę kadrową i ścisłą współpracę ze specjalistami. Podczas konferencji przedstawiono również zmiany, jakie wprowadzi partia Kaczyńskiego po zajęciu większości ław poselskich. Pośród postulatów z krainy tysiąca i jednej baśni (ludzka polityka prorodzinna, zrównanie dopłat rolnych UE) da się dostrzec kilka ciekawych pomysłów. Członkowie PiS-u proponują likwidację gimnazjów, ścisłe trwanie przy „kotwicy budżetowej”, budowę lotniska o znaczeniu międzykontynentalnym, uchylenie niektórych unijnych przepisów środowiskowych (np. Natura 2000).

- Polska wystąpi do Unii Europejskiej o to, żeby nie ponosić wpłat na politykę klimatyczną dopóki inne kraje, które emitują dużą część gazów cieplarnianych do tej polityki się nie przyłączą – powiedziała Grażyna Gęsicka.

Takie postulaty z pewnością zjednają część elektoratu Prawu i Sprawiedliwości. Jeśli więc Zespół Pracy Państwowej jest czymś więcej niż tylko nowym zjawiskiem żargonowym, trzymajmy kciuki. Kaczyński zapewniał bowiem, że o realizację niektórych pomysłów (tych dobrych, miejmy nadzieję), będzie zabiegał już teraz. Z obiecanych szuflad pełnych pomysłów rozliczymy PiS za jakiś czas.

*Dla zainteresowanych klik

Źródło: Gazetaprawna.pl

Kraków: Bonarka już otwarta

Autor/Dodał: Redakcja


Wczoraj w Krakowie otwarto Bonarka City Centre - największą w Europie galerię handlową. W nowym obiekcie na krakowskim Podgórzu był Piotr Pipień.

91 tys. metrów kwadratowych powierzchni użytkowej, ponad 30 lokali gastronomicznych i 270 najemców oraz 3 200 miejsc parkingowych dla klientów - to najważniejsze liczby Bonarki. Centrum handlowego, które ma w zamyśle inwestora nie tylko przynieść spore zyski, ale też zmienić krajobraz przemysłowego Krakowa.

Jak przekonują twórcy kompleksu, Bonarka City Centre to współczesna interpretacja miejskiej sieci ulic i placów, gdzie odbywa się handel. Galeria ma się wkomponować w zastany pejzaż miasta i być naturalnym elementem krakowskiego Podgórza. Między innymi dlatego budynki Bonarki wykonano głównie z naturalnych surowców: szkła, drewna i kamienia. Całość spina sieć drewnianych pomostów i balustrad ze szkła i metalu, które mają kreować typowo miejską atmosferę.

W dniu otwarcia Bonarki dla krakusów przygotowano szereg atrakcji, jak choćby pokazy szczudlarzy. Ten oraz inne obrazy uchwycił w swoim obiektywie Piotr Pipień. Poniżej fotorelacja z otwarcia Bonarka City Centre w Krakowie.

Kanclerz Tusk

Autor/Dodał: Sebastian Strąk


Na konferencji prasowej Donald Tusk ogłosił plan "korekty ustrojowej". Głównym celem zmian jest wzmocnienie władzy wykonawczej w rękach premiera.


Zmiany mają doprowadzić do: skupienia władzy wokół silnego rządu, wyboru prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, ograniczenia ilości członków Sejmu i Senatu oraz do zmiany w ordynacji wyborczej. Modyfikacje mają być wprowadzone jeszcze przed wyborami prezydenckimi.

Senatorowie, już w okrojonej ilości będą wybierani w okręgach jednomandatowych, a posłowie w ordynacji mieszanej.

Premier chce również pozbawić prezydenta prawa zgłaszania weta, bowiem jak mówi: nie służy ono dobrze procesowi sprawowania władzy. Jednak jak zakłada projekt stworzony przez konserwatorium Doświadczenie i Przyszłość, z którym Tusk współpracował, weto miałoby być jedynie osłabione. Do jego odrzucenia wystarczyłaby bezwzględna większość głosów w Sejmie.

Nie wykluczone, że w sprawie zmiany w konstytucji będzie przeprowadzone referendum, które według Tuska: jest absolutnie do zaakceptowania jako sposób zatwierdzenia konstytucji, tym bardziej, że jednak proponujemy zmianę, która dotyczy także obywateli.

Źródło: Onet.pl

Globalne oszustwo

Autor/Dodał: Sebastian Strąk


Jak donosi gazeta The Herald Sun, do skrzynki mailowej brytyjskiego instytutu naukowego Climate Research Unit wdarł się haker.


E-maile potwierdzają podejrzenia wielu naukowców, iż największy w Wielkiej Brytanii ośrodek badawczy ds. klimatycznych CRU fałszował wyniki swoich badań. Oznacza to, że jeden z najczęściej wspominanych orędowników teorii globalnego ocieplenia stracił swoją wiarygodność, a wraz z nim i cała teoria. Nie dziwią się temu uczeni, którzy niedawno przedstawili swoje badania potwierdzające, że Ziemia w rzeczywistości się ochładza.

Na propagandzie globalnego ocieplenia żeruje wiele instytutów i fundacji, o czym wspomina gazeta. Teraz policja bada czy wykrycie oszustwa jest w rzeczywistości atakiem hakera, czy raczej powstał jakiś przeciek z wewnątrz CRU.

Źródło: Niezależna.pl

Ku Czwartej Rzeszy

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Niemcy wybrali Unii Europejskiej wygodnego dla siebie prezydenta. Po raz kolejny możemy zobaczyć, czym państwa poważne różnią się od tych, których ambicją jest bycie satelitą tych albo owych.

Polska pod obecnymi rządami dokonuje wyboru tego kierunku, orientując się na Niemcy. Wprawdzie Pałac Prezydencki nadal upatruje nam Wielkiego Brata za oceanem, to jednak fakty są nieubłagane - USA oddały Europę Wschodnią do podziału pomiędzy Rosję i Niemcy. Co lepsze? W wersji bajkowej - członkostwo w Unii Europejskiej, która nawet (a wręcz tym bardziej) z Traktatem Lizbońskim będzie szanować niezależność swoich członków. W wersji realnej - nikt nie będzie o tym debatował. Jesteśmy zwróceni na Zachód, ku Europie (czyli w praktyce ku Niemcom), a w drugą stronę mamy jeno step, Azję i ruski zamordyzm. Świat jest zatem prosty.

Ponieważ jednak zasadnicze zmiany w geopolityce są kwestią pewnego czasu, dopóki to nie nastąpi możemy poobserwować symptomy tego, co zbuduje się na fundamencie unijnych gwiazdek. Ideologia politycznej poprawności wkracza głębiej w nasze życie, ogarniając coraz szersze jego sfery - także wolny handel w internecie (vide Antyfaszyści poznali internet). Rodzina w tradycyjnym rozumieniu jest poddawana represjom ze strony państwa, a władzę rodzicielską ma zastąpić rodzic uległy wobec dziecka (vide Dzieci łatwo odbierane oraz Kochasz, więc wychowuj!). Docelowo zapewne, pociechy porwane niepoprawnym rodzicom będą przetwarzane na zabawki dla jednopłciowych parodii rodzin.

Poza tym, skoro już budujemy europejskie superpaństwo, to wzorem prototypów musi ono posiadać własny, specyficzny system ekonomiczny. Jest nim eurosocjalizm, którego logika jest taka: najpierw zakazujemy Bułgarom produkować prądu, po czym płacimy im za to miliony euro rekompensaty (vide Unia burzy, Unia płaci). Jak widać, kwestia nazwy okupanta to sprawa drugorzędna.

Unia burzy, Unia płaci

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk


Do 2013 roku Bułgaria dostanie z unijnej kasy dodatkowe 300 mln euro. Będzie to część rekompensaty za zamknięte elektrownie.

Zamknięcie siłowni było jednym z warunków dopuszczenia Bułgarii do europejskiej elity. Jak w większości elitarnych środowisk, tak i tu, niezwykle ważne są funkcje ceremonialne – świadczące o prestiżu UE. Jedną z nich są na pewno normy bezpieczeństwa i wpływu na środowisko naturalne. I tak, odłączono Bułgarom cztery reaktory. Kraj pozostał bez prądu, ale za to w doborowym towarzystwie.

Wkrótce po dostosowaniu elektrowni do unijnych standardów (odłączeniu ich), państwo dotknęła wizja importowania energii. Zdobywany za granicami prąd jest oczywiście o wiele droższy niż własny, a czas budowy nowych reaktorów - nieskracalny. W związku z tym reszta krajów Unii musi do prądu Bułgarom dopłacać.

Problemu dałoby się zapewne uniknąć, gdyby nie europejska obsesja ujednolicania wszelkich procedur i technologii. Wyidealizowane standardy bezpieczeństwa nie uwzględniają możliwości słabszych ekonomicznie członków UE. Bogatym Niemcom, czy Francuzom trudno zrozumieć, że inne kraje nie posiadają ani wystarczających dochodów, ani już zgromadzonego kapitału, ani też odpowiedniej wiarygodności biznesowej (niezbędnej przy poszukiwaniu inwestorów). Trzeba więc dopłacać ze wspólnotowej kasy, żeby sąsiadom nie odłączono zasilania.

Każdy z nas przyzwyczajony jest do dokonywania w życiu różnych wyborów. Jeśli nas nie stać, albo chcemy zaoszczędzić, kupujemy na przykład tańsze auto. Może nie jest ono tak wygodne i bezpieczne jak pojazdy z wyższej półki, ale jest jakieś. Nie musimy chodzić pieszo. Unia Europejska pozbawia podobnego wyboru swoje kraje członkowskie. Większość nowych inwestycji musi być bardzo wysokiej jakości. Gwarantuje to na pewno szeroko pojęte bezpieczeństwo społeczeństwom. Bezpieczeństwo, na które większości nie stać.

Źródło: Money.pl

Antyfaszyści poznali internet

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Działacze stowarzyszenia Nigdy Więcej, znani z umiejętności doszukania się propagowania faszyzmu w ułożeniu chmur na niebie, nauczyli się korzystać z globalnej sieci. Odkryli w niej portal aukcyjny Allegro i swoim zwyczajem znaleźli w nim... faszyzm, naturalnie.

W związku z serią epokowych odkryć, organizacja wystartowała z akcją Dość faszyzmu na Allegro. Dlaczego największy w Europie Środkowej portal aukcyjny jest gniazdem brunatnych żmij? Wśród towarów polecanych do sprzedaży na portalu są rzekomo gadżety propagujące symbolikę rasistowską i nazistowską. Jakie konkretnie i na czym owo propagowanie ma polegać - tego nie wiadomo, a poznańskie media, które poinformowały o sprawie, nie dopytywały.

Po co zadawać jakieś pytania, skoro stowarzyszenie Nigdy Więcej orzekło. Orzekło i zażądało stanowczo, aby niepożądane aukcje z portalu zniknęły. Pracownicy Allegro nie palą się jednak do spełniania zachcianek dziarskich antyfaszystów i trzeźwo odpowiadają, że przedmioty są sprzedawane w celach kolekcjonerskich, więc prawo łamane nie jest. Działacze NW są jednak na tyle pewni swego dziejowego posłannictwa, że proponują pracownikom Allegro obozy reedukacyjne, na których zostaną podszkoleni na okoliczność identyfikowania niebezpiecznych aukcji.

Wedle zamysłu stowarzyszenia, aukcje powinny zniknąć, bo godzą w dobre imię portalu. Jeśli stanie się inaczej, Nigdy Więcej wpisze zapewne Allegro na listę ośrodków propagowania faszyzmu - i znowu nikt nie zapyta, na jakiej podstawie. Jak zwykle w przypadku działań wrażliwych członków NW, nie słychać o tym, by ich oburzenie wywołała obecna także na Allegro symbolika komunistyczna. Czy może dlatego, że w Nigdy Więcej kolor czerwony jest barwą plemienną?

Poznaj! Szymona Makohina

Autor/Dodał: Mateusz Ryman

Szymon Makohin to wokalista z niebanalnymi ambicjami muzycznymi, dobrze się czujący w stylistyce jazzowej, jak i tej z pogranicza soul czy r’n’b. Dysponuje charakterystycznym głosem o oryginalnej, ciepłej barwie.

Urodził się i całe życie mieszka w Warszawie. Pierwsze muzyczne kroki stawiał na Międzynarodowych Warsztatach Jazzowych w Puławach i Chodzieży pod okiem takich artystów jak Lora Szafran, Stanisław Sojka, Ewa Bem, Bogdan Hołownia.

Już na początku swojej drogi muzycznej odwiedził wszystkie możliwe konkursy muzyki jazzowej, na których dostrzeżono jego kunszt i talent. Jest laureatem Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych w Zamościu, Festiwalu Standardów Jazzowych w Siedlcach, Festiwalu Muzyki Jazzowej i Rozrywkowej w Jeleniej Górze, Ogólnopolskiego Festiwalu „Sing Jazz Blues” w Łomży. W 2001 roku został zaproszony na I Jazz Forum Festiwal „Ci, na których liczymy” w Warszawie (Jazz Klub Tygmont), na Jazz Camping Kalatówki w Zakopanem oraz do Gorzowa Wielkopolskiego na Pomorską Jesień Jazzową. Od tamtego czasu regularnie koncertuje w klubach warszawskich (Jazz Klub Tygmont, Klub Melodia) i nie tylko.

Współpracuje z wybitnymi muzykami młodego pokolenia – Michałem Tokajem, Konradem Zemlerem, Jerzym Małkiem, Radkiem Nowickim, Michałem Jarosem, Sebastianem Frankiewiczem. Wspóltworzył przeróżne projekty koncertowe – razem z Agą Zaryan i Olgą Stopińską ‘Soul Food’, z Anią Stępniewską Fizz the Fire czy Soul Brother feat. Irena Kijewska.

Osiągnięcia
Przede wszystkim debiutancka płyta, która ukaże się już wiosną 2010 roku. Poza tym ostatnimi czasy Szymon został zaproszony do wykonania piosenki Odpukaj Pan na płytę Fogg Cafe 2, na której zaśpiewali również, m.in. Mietek Szcześniak, Maria Sadowska czy Natalia Przybysz (Natu).

Cele
Koncertować, nagrywać i uszczęśliwiać dzięki temu ludzi.

Inspiracje
Jest ich tak wiele, że nie sposób wybrać tych największych.

Plany
Przede wszystkim koncertowanie z projektem Szymon Makohin - Tryin' Times Live, który obejmuje materiał zawarty na debiutanckiej płycie, która ukaże się wiosną 2010 roku.

Podsumowanie
Szymon Makohin to artysta z niemałym dorobkiem koncertowym. Współpracował z czołówką polskich muzyków jazzowych. Jego koncerty zawsze niosą ze sobą wielkie emocje, które długo pozostają w słuchaczu.


Religia niemoralna? (1/2)

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk


Rzesze boskich apologetów od wieków utwierdzają ludzkość w pewnym przekonaniu. Jakoby religia, wiara, Bóg tworzyły świat lepszym. Jakoby te instytucje właśnie budowały w nas moralność i chroniły przed degeneracją człowieka jako istoty społecznej. Dziś przeanalizujemy to stanowisko.


W najprostszym ujęciu moralność to wewnętrzny zbiór norm, które pozwalają nam odróżniać dobre zachowania od złych. Dobre zachowania tworzą, budują, ułatwiają, ubogacają. Złe działają w przeciwnym kierunku. Skąd człowiek wie, jak właściwie wskazać różnicę pomiędzy dobrym a złym postępowaniem? Wierzący, jako źródło moralności, wskazują nam Boga. To on dał człowiekowi wolną wolę oraz wyraźne wskazówki, jaki użytek z niej zrobić . Bez Boga ludzie byliby zagubieni, nie wiedzieliby jak postępować, myliliby miłość z wrogością. Czy aby na pewno?

Dobro? Naturalnie!
Uważni obserwatorzy materii biologicznej dochodzą do innych wniosków. Setki gatunków zwierząt wypracowały coś na kształt ludzkiej moralności. Delfiny, wilki, czy nawet mrówki postępują (często nie mając tego świadomości) jakby ich zachowaniem sterowały normy życia w grupie. Niektóre pingwiny robią zdecydowanie dobry uczynek, osłaniając brzegi stada od mroźnych wichur. A dzieje się tak dzięki świadomości, że przez kilka kolejnych burz będzie im ciepło w środku zbiorowiska. Najbliższe nam ssaki, naczelne, także posiadają ciekawe rytuały. Jeden szympans czyści sierść innego z insektów, drugi szympans rozwiązuje konflikt zaistniały pomiędzy samicami. Czy jest to skutkiem poczucia wszechogarniającego altruizmu i boskich nakazów? Nie, przemawiają tu wrodzone oraz nabyte instynkty, umożliwiające gatunkowi sprawne funkcjonowanie w grupie.

Zwierzęta traktują takie przysługi, jak najzwyklejszą inwestycję. Ja dziś wyskrobię tobie plecy, ty jutro podzielisz się ze mną jedzeniem. Trudno dopatrzyć się w tym procesie nadprzyrodzonej gestii Boga. Cały schemat jest naturalny i logiczny. Co więcej, doskonale tłumaczy ludzkie ścieżki. To odpowiednie zachowania warunkują sukces jednego gatunku stadnego pośród innych. I dlatego dobrym wydaje się nam uścisk ręki, a złym rabunek. Interesujące, jak niewiele cech „dobroci” przypisuje się zwierzętom samotniczym. Wynika to po prostu ze zbiorczego typu etyki zakorzenionego w ludzkich umysłach. Zaakceptujmy człowieka jako gatunek stadny. Wtedy zrozumiemy, że źródła moralności tkwią głęboko w naszych instynktach. I również w naszym... egoizmie.

Niestali w miłości
Po uprzednim zrozumieniu źródeł moralności w człowieku, łatwiej jest analizować systemy wartości forsowane przez różne religie. Osobom wierzącym trudno będzie bowiem zaakceptować tezę, że to naturalna moralność ludzka formuje „niebiańskie normy”, a nie odwrotnie. Chrześcijanie, muzułmanie, judaiści wierzą w uprzedniość nakazów religijnych w stosunku do porządku na ziemi. Obserwacja historii uczy nas jednak o innej zależności. Znacznie częściej to właśnie kodeksy religijne dostosowują się do przemian społecznych. Łatwo można zauważyć to na przykładzie boga chrześcijańskiego. Jego korzenie wywodzą się z okrutnej i bezkompromisowej postaci Pana ze Starego Testamentu. Czasy przedchrystusowe budowały w ludziach wiarę głównie przez pryzmat piekła i strachu. Nie dziwi to, bo do stosunkowo prymitywnych (ubogich w wiedzę o świecie) jednostek, najłatwiej trafić dokładnie taką ścieżką.

Gdy rozwój naukowy oraz społeczny nieco ostudził antagonizmy międzyludzkie, zły Bóg został zastąpiony dobrym Bogiem. W religii chrześcijańskiej decydującą rolę zaczęła odgrywać miłość. Pan stał się dobrotliwy, łaskawy, a jego sprawiedliwość ustąpiła raczej miejsca sprawiedliwości społecznej. Obecnie zaś, obraz Boga ulega coraz większemu zamazaniu. Idea stwórcy oraz nauka kościoła wznosi się na coraz wyższe poziomy abstrakcji, narzucając ludziom wiarę w coraz to inne „przenośnie” testamenckie. Ostatecznie, postęp nauki sprowadzi zapewne ogólne wyobrażenie o bogach do postaci bóstw deistycznych. Bo takie byty najtrudniej racjonalności człowieka odrzucić.

Kształt bóstw jest więc uzależniony od czasów, w których się w nie wierzy. To rozwój społeczny narzuca moralności religijnej coraz to nowe formy. Inaczej wartości uwypuklane przez bogów szybko zdezaktualizowałyby się i zostałyby uznane za nieżyciowe. Jak powszechnie znane i rozumiane chwyty marketingowe. Można co prawda wysunąć argument, że dekalog chrześcijański pozostaje niezmieniony. Ale czy jego interpretacja również? Czy dzień święty święci się w równym stopniu co niegdyś (pości również)? Czy zakaz cudzołożenia jest potępiany w równym stopniu, co dwa tysiące lat temu? Poza tym, większość z 10 nakazów to raczej truizmy odpowiadające najprostszym regułom pożycia społecznego... wśród zwierząt.

Wystarczy, że przyjrzymy się choćby zmianom stosunku wiary chrześcijańskiej do homoseksualizmu, czy pozycji kobiet w społeczeństwie. Niereligijne, ludzkie przemiany kształtują rozumienie grzechu oraz dobra również w sensie religijnym. Wynika z tego, że to poniekąd (a raczej całościowo) Bóg czerpie z człowieka. Trudno nie zgodzić się oczywiście z twierdzeniem, że w relacji tej występują sprzężenia zwrotne. Lecz dominującą rolę odgrywa kierunek człowiek => Bóg.

Cdn.

Okiem Sceptyka: Wprowadzenie

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk


Zespół Neteora zaprasza wszystkich Czytelników na nowy tematyczny cykl artykułów.


Okiem Sceptyka to dział traktujący o Bogu, bóstwach, wierze, religii. Jak pewnie łatwo się domyślić, poruszana tematyka stanowi niezwykle często trzon systemu wartości wielu osób. Stąd postaramy się, aby poruszane – a czasem podburzane – prawdy nie były trywializowane ani wykorzystywane do powierzchownej analizy. Nie uda się oczywiście uniknąć sądów wartościujących oraz normatywnych ocen. Każdy z autorów ma przecież w dużej części już uformowane życie wewnętrzne. Poza tym, brak wyrazistych tez raczej zanudziłby czytelników niż skłonił do przemyśleń.

Obserwacji zostanie poddana głównie istota boga monoteistycznego. Z racji jej popularności wśród ludzkości to właśnie ten typ wierzeń jest najistotniejszy. Nie oznacza to oczywiście, że zapomnimy o politeistach, deistach, agnostykach i im podobnych. Trudno również będzie zrezygnować, z racji szerokości geograficznej, ze specjalnego traktowania chrześcijaństwa.

Cel działu odpowiada myśli przewodniej Neteora. Jest nim prezentacja własnych poglądów, a zwłaszcza konfrontacja ich z poglądami często skrajnie odmiennymi. Będziemy unikać nawracania, przewracania i odwracania cudzych poglądów na siłę. Pragniemy stworzyć neutralny grunt, na którym każda chętna osoba mogłaby skrzyżować swoje stanowisko z resztą świata. Jesteśmy otwarci na nowych autorów, będących w stanie tchnąć dodatkowe życie w cykl.

Z czasem Okiem Sceptyka zostanie wzbogacony tekstami osób silnie osadzonych w wierze. Z pewnością ich świadectwa utrzymają, nieco z założenia, naruszony pluralizm. Sceptycyzm pozostanie mimo wszystko fundamentem działu, choć zobaczymy ostatecznie w jaką stronę poniesie nas aktywność autorów. Sam szczerze zachęcam współtwórców Neteora do aktywnego udziału także w tej inicjatywie.

Na dobry początek zapraszam do lektury pierwszego artykułu. Traktuje on o moralności, której istoty wielu dopatruje się właśnie w religii. Czy moralność jest pochodną religijnego ładu? Czy ludzie postępują lepiej dzięki obecności wiary w ich życiu?

Przejdź do: Religia niemoralna? (1/2)

Kochasz, więc wychowuj!

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Politycznie poprawna presja kampanii społecznych przekonuje, że tzw. bicie dzieci to czyste zło, a klaps wymierzony w pośladek latorośli zasługuje na społeczne potępienie. Na szczęście podobne kretynizmy znajdują odpór, tylko co z tego?

Co z tego, skoro odpór jest oddolny i społeczny, a po stronie piewców rodzicielskiej kastracji staje aparat państwa? Działania organizacji społecznych, które ustami gwiazd show-biznesu pompują Polakom do głowy zbrodniczą interpretację klapsa, są przez organa państwa przyjmowane jako ich oficjalne stanowisko. Wokół założeń o nie-biciu dzieci (co ustawia rodziców klapsy stosujących na równi z rodzicami-katami) raptem kreuje się konsensus. Debata jest skończona, klaps jest zły, a kto się nie zgadza chce burzyć dorobek europejskiej kultury. Czy ktokolwiek w tym szaleństwie jest nadal normalny?

Szczęśliwie tak. Jako przeciwwaga dla nagłaśnianej i suto sponsorowanej kampanii społecznej Kocham, nie biję oraz siostrzanej Kocham, nie krzyczę powstała kontra. Jest nią akcja Kocham, nie wychowuję zainicjowana przez szefa serwisu Korespondent.pl Marcina Hugona Kosińskiego. Wbrew temu, co wmawiają nam organizatorzy różnych akcji, większość rodzin w Polsce NIE jest patologiczna i zwykle jednak rodzice swoje dzieci bardzo kochają. Moją akcją chciałbym pokazać, co się stanie, gdy ludzie zaczną słuchać celebryckich ćwierćinteligentów, którzy mają wrażenie, że każdy rodzic to sadysta i z tego powodu najlepiej przestać wychowywać dzieci w ogóle - pisze autor.

Nie sposób się z powyższym nie zgodzić. Mania osłabiania władzy rodzicielskiej i terroryzowania rodziców prowadzi do destrukcji rodziny jako takiej - na razie jest to ewentualność, za moment fakt dokonany. Państwo osłabia więzy rodzinne, w czym wtórują mu kampanie podparte wątpliwym autorytetem piosenkarek i aktorów. Osłabia na wielu polach. Nakładając wysokie podatki, które zmuszają oboje rodziców do powierzania swoich pociech państwowej oświacie. Penalizując kary fizyczne, co osłabia dyscyplinę i rodzi poczucie bezkarności - dzięki czemu pogotowia opiekuńcze, sądy rodzinne czy zakłady poprawcze mają na co te podatki zagarniać. Pora odrzeć się ze złudzeń - państwo (czasem z pomocą pożytecznych idiotów) samo produkuje patologie, żeby mieć z czym walczyć. I to ono jest źródłem problemów, nie polska rodzina.

Strona akcji Kocham, nie wychowuję

Dzieci łatwo odbierane

Autor/Dodał: Sebastian Strąk


Jak podaje dzisiejsza Rzeczpospolita, powołując się na dane z Ministerstwa Pracy, prawie 100 tys. dzieci w Polsce wychowuje się poza rodziną. Oznacza to 10-procentowy wzrost w porównaniu do roku 2004.


To, co wydaje nam się tylko pojedynczymi incydentami, w związku z odbieraniem dzieci z dziwnych powodów (tak jak znana wszystkim sytuacja małej Róży), jest tak naprawdę w Polsce powszechnym zjawiskiem. Sądy boją się wyrokować na korzyść rodziny, bo chcą uniknąć oskarżeń o zaniedbanie obowiązków. W przypadku, gdy dziecku coś się stanie, tłumaczy się to brakiem reakcji ze strony wymiaru sprawiedliwości.

Jak mówi Tomasz Polkowski, prezes Towarzystwa Nasz Dom: - Sędzia, który dostaje ze szkoły sygnał, że uczeń przyszedł na lekcje głodny, zabiera go do domu dziecka, bo tam dostanie jeść. A tymczasem lepiej, żeby to dziecko trochę gorzej zjadło, ale miało miłość, która umożliwi rozwój.

Rzeczywiście, ciężko nie zgodzić się z panem Tomaszem. Nie samym chlebem żyje człowiek, o czym sądy zdają się często zapominać. Status materialny rodziny nie może być powodem do zabierania dzieci.

Źródło: Interia.pl

Może doniosę, a może nie

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek


Tak z grubsza brzmi przekaz, jaki do dziennikarzy skierował rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski.

RPO wstrzymał się z zapowiedzianym na dzisiaj doniesieniem do prokuratury na ministra zdrowia. Skąd ta zwłoka? Kochanowski został zaproszony na spotkanie ze sztabem pandemicznym, którego członkiem jest m.in. szefowa resortu zdrowia Ewa Kopacz. Od tego, co usłyszy na spotkaniu, rzecznik uzależnia swoją decyzję o zawiadomieniu prokuratury o rzekomo bardzo groźnym dla narodu zaniechaniu, jakim miało być niezadbanie o interes przemysłu farmaceutycznego. Skutkiem niedbalstwa jest to, że pieniądze Polaków nie zostały wydane na szczepionkę, której skuteczności ani nawet nieszkodliwości nikt nie jest pewien.

Ponieważ pan dr Kochanowski znany jest z ogromnej troski o prawa obywatelskie Polaków (tylko ukierunkowania ma z lekka nietypowe), należy spodziewać się kolejnych pozwów RPO. Bo niby dlaczego nie.

Rzecznik Kochanowski pochylał się już z troską nad losem homoseksualistów, podejmował też walkę o podatek liniowy. Każda z tych aktywności nieodmiennie przykuwała uwagę mediów, ale istotniejsze jest to, że nic z tego nie wynikało w praktyce. Podatki nadal łupią społeczeństwo, rzekomo krzywdzeni na każdym kroku homoseksualiści żyją sobie w spokoju. A świńska grypa ponoć jest już w Polsce epidemią - jak dziś ogłoszono. Na nią też RPO złoży donos do prokuratury?

Ku Czwartej Rzeszy

Ku Czwartej Rzeszy

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek
20-11-09
Kanclerz Tusk

Kanclerz Tusk

Autor/Dodał: Sebastian Strąk
21-11-09
Antyfaszyści poznali internet

Antyfaszyści poznali internet

Autor/Dodał: Tomasz Migdałek
19-11-09
PiS atakuje śmiechem

PiS atakuje śmiechem

Autor/Dodał: Szymon Nowaczyk
13-11-09
Zatrzymani za sprzedaż masek

Zatrzymani za sprzedaż...

Autor/Dodał: Sebastian Strąk
05-11-09